Wewnętrzne dziecko a nasze dzieci.

Nasze małe wewnętrzne dziecko potrzebuje miłości i dużo czułości. Potrzebuje zrozumienia i wyrozumiałości. Potrzebuje współczucia jego zranień. Potrzebuje delikatnego dotyku pełnego ciepła i miłości.
W naszych dorosłych ciałach, zamknięte są te małe istotki, które zostały zostawione same sobie ze swoimi ranami. Jesteśmy dorosłymi ludźmi decydującymi o świecie, o naszych własnych dzieciach, ale tam głęboko w nas, są nasze wewnętrzne dzieci, które nigdy nie zostały zauważone, usłyszane i nie otrzymały tego co najbardziej potrzebują. Naszej czułej, pełnej akceptacji, miłości i obecności. Obecności wobec ich bólu i samotności. W tych dużych ciałach, pozostały dzieci, które nadal czują się samotne i i niezrozumiania. Czy my dorośli, możemy zrozumieć co nasze dzieci naprawdę przeżywają, jeśli zapomnimy i wyprzemy nasz ból z dzieciństwa?
Będąc w kontakcie z tym co przeszliśmy, możemy stać się prawdziwie kochającym i rozumiejącym rodzicem dla naszego wewnętrznego dziecka. Niestety, często jest to bardzo trudne. Kontakt z tym dzieckiem oznacza, że znów poczujemy rany, od których chcieliśmy uciec. Czasem dzieci, mówią że chcą być dorosłe, bo życie dorosłego jest fajniejsze. Dlaczego, dlaczego chcą tak szybko dorosnąć? Ponieważ nie czują się rozumiane w dzieciństwie, bo czują się manipulowane, a ich potrzeby nie są brane pod uwagę. Jednak dzieciństwo to podstawa naszego dorosłego życia. Wszystkie doświadczenia zostają. To jest nasza baza i na tej bazie dorastamy, pojawia się dorosły człowiek. Lubię obserwować dorosłych ludzi. Często po ich zachowaniu widać małe dziewczynki i chłopców w dużych skórach.
Jak będzie zachowywał się człowiek, który jako dziecko nie dostał miłości, uwagi, czułości, dotyku, był odrzucany? Czy taka osoba, będzie potrafiła dać swoim dzieciom poczucie własnej wartości? Pamiętamy, że chcemy dbać o nasze dzieci inaczej niż rodzice, ale czy wiemy o co naprawdę nam chodzi i czy potrafimy to zrobić? Niestety, często nie pamiętamy już ,,prawdziwie” naszych ran i powielamy stare schematy wychowawcze.
Dlaczego tak się dzieje? Każde zranienie z dzieciństwa mieszka w nas. Te emocje są bardzo silne, choć stłumione. Pamiętamy i czujemy się zranieni nawet jako dorośli. Czasem jest to zepchnięte do podświadomości. Często przejawem naszych ukrytych zranień, są problemy relacyjne z naszymi rodzicami. Nie potrafimy im wybaczyć i ich osądzamy. Dzieje się tak dlatego, że nasze wewnętrzne dziecko nadal czuje urazę do swoich rodziców i czuje się nie kochane. Czasem nadal oczekuje, że dostanie zrozumienie i akceptację od rodziców, pomimo że ma np. 40 lat. Ale czy to jest myślenie dorosłego? Czy to jest możliwe w wieku 40 lat? Moim zdaniem, są to przejawy wołania wewnętrznego dziecka o uwagę, ale błędnie nasze oczekiwania kierujemy do rodziców. Zapomnieliśmy o momentach gdy byliśmy naprawdę dla nich ważni, gdy czuliśmy ich miłość i czułość. Zapomnieliśmy o ich poświęceniu i oddaniu, o ich bezwarunkowej miłości. Przecież, każdy rodzic czuje wielką miłość do swoich dzieci, czasem tylko nie wie jak ją okazać (bo kiedyś, jako dziecko, również został zraniony). Dlaczego tak się dzieje? Co możemy zrobić, aby zmienić swoje wzorce, aby nauczyć się prawdziwie kochać, akceptować i wspierać nasze dzieci?

Moim zdaniem przede wszystkim, potrzebujemy zająć się naszym opuszczonym wewnętrznym dzieckiem, które nadal potrzebuje akceptacji i pełnego zrozumienia. Stać się rodzicem dla siebie. Tym wymarzonym, kochającym, rozumiejącym moje potrzeby i czującym. Rodzicem dającym pełną akceptację. Współczującym i obejmującym każdy ból, lęk i smutek. Rodzicem, który wie, co się ze mną dzieje i wie jak można mnie pocieszyć.
Moje doświadczenie jest takie, że im bardziej stajemy się kochającymi rodzicami dla siebie i im bardziej traktujemy się z wyrozumiałością i czułością, tym bardziej potrafimy zrozumieć czego potrzebują nasze dzieci. W jakim miejscu się znajdują, gdy krzyczą, kopią, gryzą, niszczą i są po prostu nie znośne. Dzieci nie są niegrzeczne, jak to my dorośli często osądzamy. To, że ich zachowanie jest uznane za niestosowne, nie  oznacza, że jest z nimi coś nie tak. Oznacza to przede wszystkim, że jakaś jego ważna część nie została zrozumiana, zaakceptowana, uszanowana.
Zrozumienie potrzeb naszego wewnętrznego dziecka, powoduje, że widzimy nasze własne dzieci w pełni. Rozumiejąc je, potrafimy poczuć empatię. Potrafimy wczuć się w to, co się dzieje w ,,dramatycznych ‘’ momentach i z empatią oraz zrozumieniem przytulić je. Nie uważam, że należy zaspakajać każdą zachciankę dziecka. Uważam natomiast, że dopiero z  tego miejsca, możemy rozpoznać jego prawdziwą potrzebę.  Zgodzić się na to co potrzebuje lub z empatią i zrozumieniem powiedzieć NIE, dbając jednocześnie o swoje granice.
Kontakt i zrozumienie naszego wewnętrznego dziecka powoduje, że zaczynamy uzdrawiać  relację między wewnętrznym rodzicem i wewnętrznym dzieckiem. Uzdrowienie tej relacji ma przełożenie na całe nasze życie. Moim zdaniem, jest to moment, gdy zaczynamy widzieć drugiego człowieka w pełni. Rozumiejąc go, a nie krytykując.

Comments are closed.